niedziela, 7 października 2012

Rozdział III

                                                                        Oczami Ericki:


Odłożyłam gitarę i zeszłąm na dół. Po drodze wziełąm moją skórzaną kurtkę i skierowałam się ku drzwią.

- A ty dokąd - Złapał mnie za nadgarstek Kendall. Westchnełam po czym uśmiechnięta odwróciłąm się do niego. Spojrzał na mnie dziwnie.
- Idę się przewietrzyć i mże przy okazji pójdę na lody.... Zajdę nad grób rodziców, zapale znicza, pójdę na altankę....-Zmyśliłam się. Głównie kłamałąm, chciałąm być tylko zdala od nich.
- Dobra, ale weż telefon. - Powiedział wkładając mi w dłoń komórkę. Uśmiechnęłąm się i wyszłam. Przeszłąm kawałek po czym skręciłam w las. Szłąm dróżką aż w ońcu byłąm na miejscu. W środku lasu była polanka na niej mały domek i altanka. Zadowolona weszłam do domku. Odkryłam go dawno temu. Odnowiłam i często tam uciekałam. Kiedy weszłąm naszła mnie szalona myśl. Skierowałam się do łazienki i podeszłam do szuflady. Z niej wyjełąm żyletkę. Nie ciełam się. Po prostu chciałam zobaczyć swoją krew. I tak nie miałąm nic do roboty. Przejechałam metalem po palcy. Po chwili sączy się z niego krwisty płyn. Zrobiłam kilka sprych kresek na dłoni po czym wyszłam z domku. Spojrzałąm na altanke i skierowałąm się d mojego domu w ktrym czekał Kendall i reszta. Przed domem zauważyłąm, że z mojej ręki dalej sączy się płyn . Schowałąm ręke w rękaw kurtki po czym wystartowałąm do domu. Wbiegłam szybko przez drzwi i poleciałąm jak torpeda do łazienki. Zakluczyłam się w niej i podeszłąm do apteczki. Wyjełam z niej wode utlenianą, bandaż i pęsete by wyjąć kawałki gałązek i liści z rany. Kiedy tak opatrunkowałąm dłoń usłyszałąm bicie do drzwi.
- Ercika otwórz! - Krzyknął Kendall. Spanikowałąm zaczęłąm szybko bandażować. Schowałam apteczke i odkluczyłam drzwi. Przy nich stała całą banda.
- Dobra. Pokazuj dłonie - Westchnął Liam. Spojrzałąm w stronę drzwi wejściowych. Krople krwi. Zrobiłam Faceplama i pokazałąm obandażowaną dłoń. Spojrzali na mnie a ja na nich.
- Możesz mi to wytłumaczyć? - Zapytał Kendall.
- No, bo...jak szłąm ugryzł mnie pies. - Powiedziałam. Jest super wymówka jestem The Best.
- Miał on wścieklizne!? - Krzyknął Harry. No i po wymówce.
- Nie... Bo taki dzieciak go...kopnął! I on zamiast skocyć na niego... skoczył na mnie! - Krzyknęłąm na poczekaniu. jaka ja jestem dobra w wymówkach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz